sobota, 10 października 2015

Witaj!

Ostatnio nic nie pisałam, bo nie robiłam nic ciekawego.

Większość czasu bawiłam się w złego czarnoksiężnika i wyciągałam gluty zabawkom. Księżniczki czasem same sobie wyciągały to, co trzeba. A czasem nie.

Czasem byłam babą jagą z parującym domkiem i wabiłam dzieci, żeby usiadły na moich kolankach i nawdychały się oparów z soli fizjologicznej.



Oprócz tego, czytałam książki o Martynce, Kici Koci, Maksie i Paulinie oraz o Tupciu Chrupciu. Jednak i tak nic nie przebije Alberta Albertsona.

Ćwiczyłam się w budowaniu coraz bardziej skomplikowanych konstrukcji z klocków Duplo. Jestem mistrzem w tworzeniu wielopiętrowych domów z tarasami i garażem. Umiem też zbudować fajny szpital.

Kolorowałam sobie różne cyferki, a potem obklejałam je plasteliną.

Oglądałam świnkę Peppę. Czasem 9 bajek z rzędu. Dobrze, że na razie za dużo nie umiem liczyć.

Grałam w karty. To jest taka gra, w której rozrzuca się karty z obrazkami na podłodze i bez końca zadaje pytania typu: A gdzie jest balon? Które rzeczy to owoce? A w co można się ubrać? Kto znajdzie najwięcej czerwonych rzeczy?

Układałam puzzle. Czasami mieszałam ze sobą kilka zestawów.

Piłam herbatkę na przyjęciu dla lalek i jadłam obiadki podane na plastikowych talerzykach.

Piekłam ciasteczka.

Bawiłam się w berka i w chowanego.

Robiłam ludziki z kasztanów i z zapałek.

Tańczyłam kółko graniaste.

Rzucałam się balonami i poduszkami.

No, byłam po prostu bardzo zajęta...

Rozumiecie mnie, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz