czwartek, 9 lipca 2015

Ratunku! Moje dzieci nie chcą spać...


Czy to poranna gimnastyka? Ależ nie! Tak wyglądają moje dzieci gdy są bardzo zmęczone... Po tym orientuję się, że naprawdę chcą spać!

Od razu się przyznam, nie czytałam żadnej mądrej książki na temat usypiania dzieci. Nie zatrudniłam też nigdy Pani Dobranocki czy innej podobnej trenerki snu. Czy tutaj tkwił mój błąd?

Po prostu, decydując się na macierzyństwo nie miałam bladego pojęcia o tym, że uśpienie małego dziecka może być ogromnym problemem. Moja cała wiedza na temat snu niemowlaka była taka, że niemowlę dużo śpi. Że czasem budzi się w nocy i wtedy trzeba je po prostu nakarmić, a potem ono śpi dalej. A poza tym, małe dzieci dużo śpią w dzień. Tak właśnie sobie myślałam. I wyobrażałam sobie, że jak dziecko śpi, to można wtedy robić w domu inne rzeczy, w zależności od tego co sobie akurat zaplanujemy. O, jakże ja byłam naiwna!

Czy w najgorszych koszmarach wyobrażałam sobie, że usypianie dziecka może zająć kilka godzin i że przez te kilka godzin zostanie ze mnie wypompowana cała energia, jaką miałam zgromadzoną w organizmie na najbliższy tydzień? Czy myślałam, że jak uda mi się w końcu uśpić moje dziecko, to sama albo zasnę przed nim, albo padnę na twarz tuż po całej akcji i nie będę mieć nawet siły na to, by wziąć szybki prysznic? Czy przez myśl przemknęło mi, że nawet jeśli jakimś cudem usypianie dziecka nie wyprowadzi ze mnie całej energii życiowej, to jak tylko będę próbowała wstać i opuścić pomieszczenie, w którym dziecko usypiałam, ono rozbudzi się i będę musiała powtórzyć cały proces na nowo? Czy zdawałam sobie sprawę, że mimo całego zła, jakim jest uśpienie jednego dziecka na raz, to jest to pikuś przy wyzwaniu jakim jest uśpienie w pojedynkę dwojga małych dzieci?

Zaraz się spytacie jak usypiam dzieci, o której kładę je do łóżeczka, jak je wyciszam i jakie rytuały im zapewniam przed snem. No więc ja nie wiem nawet, co to znaczy położyć dziecko do swojego łóżeczka. Już od pierwszych dni, które spędziłam po porodzie w szpitalu, zauważyłam dziwną rzecz. Inne mamy kołysały swoje dzieci, dawały im jeść po czym te dzieci odkładały do łóżeczek i zajmowały się sobą, tzn. jedzeniem, pójściem do łazienki, ogarnięciem ubranek, czytaniem gazetek, rozmową z innymi mamami lub ze swoimi gośćmi. Moje dzieci, owszem do bujania chętne i na rękach u mnie, tudzież w dużym łóżku wtulone we mnie pięknie spały. Ale niech no tylko spróbuję się poruszyć, zmienić pozycję albo odwrócić na drugi bok... budzimy się na nowo. O zwykłym pójściu do toalety mogłam sobie tylko pomarzyć. Gdy zasnęły trochę twardszym snem i próbowałam odkładać je do łóżeczka, natychmiast się budziły, a z ich ust wydobywał się przenikliwy płacz. Płacz tak intensywny, że jedyne co można było zrobić, to wziąć dziecko na ręce i na nowo bujać. Po którymś razie, zastygałam w jednej pozycji, jak jakaś mumia i zasypiałam, bo na nic innego nie miałam już sił.

Kiedy moje dzieci trochę podrosły oraz zaczęły raczkować i podnosić się do stania, nie było już mowy o żadnym spaniu w domu w ciągu dnia, gdyż nabrały zwyczaju wyrywania się, jeśli były na rękach. Do łóżka nie udawało mi się nadal ich położyć, ponieważ zaraz podnosiły się na nogi albo na czworakach biegały. I tak jest często do dzisiaj. Jak są już mega zmęczone, to biegają po pokoju, skaczą, próbują robić fikołki, wspinają się na różne sprzęty, a że ciała odmawiają im już posłuszeństwa, to nagle tracą równowagę i bez powodu przewracają się albo obijają o wszystko co napotkają po drodze. 

Czy one w ogóle nie śpią? Ależ śpią... w końcu jestem mamą! Szybko zauważyłam pewne prawidłowości.

Gdy jechaliśmy akurat samochodem, a dzieci były przypięte pasami i nie mogły się specjalnie ruszać, bardzo szybko zasypiały. Owszem, tuż przed samym momentem uśnięcia często płakały rozpaczliwie przez jakieś 5 minut. Gdybym akurat nie prowadziła samochodu lub mogła się zatrzymać pewnie od razu bym je wyjęła i utuliła. Tak przeraźliwy to bywał płacz. Ale ponieważ jako kierowca zwykle nie mogę się zatrzymać, to chwilę tak musi być i już. I one najczęściej szybko usypiają. Co ciekawe, po zaśnięciu w samochodzie, w większości przypadków, można je bez problemu przenieść z fotelika i położyć gdziekolwiek, nawet w znienawidzonym łóżeczku.

Czasami, coraz rzadziej, udaje mi się młodszą córkę (prawie 17 miesięcy) uśpić przy piersi.

Innym sposobem na usypianie było też kiedyś długie kołysane w wózku, koniecznie na spacerze, ale to był czas kiedy już były większe, bo przez pierwszych kilka miesięcy położone do wózka strasznie płakały. Aktualny problem z usypianiem młodszej córki w wózku jest taki, że czasami wymyśli sobie, że musi się wydostać z pasów. Dość szybko udaje jej się wyślizgnąć z naprawdę porządnie dopiętych szelek i wspina się wtedy na wózek próbując z niego wyskoczyć...

Kolejnym patentem na sen, który odkryłam dopiero przy drugim dziecku było noszenie w chuście, a następnie w nosidle. To rozwiązanie okazało się dla mnie wciągające. Dziecko twardo zasypia i można wtedy robić niemal wszystko, z wyjątkiem wszelkich prób odłożenia. Do dziś praktykujemy usypianie w nosidle, gdy młodsza córka ma problem z uśnięciem wieczorem, jednak z uwagi na to, że jest coraz cięższa, coraz mniej już mi to odpowiada.

To wszystko nic. Usypianie wieczorem dwóch córek w jednym czasie mamy z mężem perfekcyjnie opanowane. Po kąpieli jedno z nas idzie usypiać jedną córkę, drugie idzie usypiać drugą w osobnym pokoju. Starszej Elwirce, trzeba po kąpieli poczytać bajki, ale nie za mało, ani nie za dużo i najlepiej takim jednostajnym głosem bez wczuwania się nadmiernie w opowieść. Zasypia albo przy samym czytaniu albo po bajce trzeba ją mocno przytulić i za chwilę odpływa. Gdy jest bardzo zmęczona, potrafi też zasnąć zaraz po kąpieli, w łazience na dywaniku... Elwirka ma ponad trzy latka i zazwyczaj przesypia już ładnie całą noc. Młodszej Oli trzeba dać przed spaniem cycusia i mamusia musi mocno poprzytulać, a później wkracza tatuś z nosidełkiem i najczęściej Ola w końcu usypia. Na kilka godzin. Najczęściej, bo nie jest to regułą, czasami wyrywa się z nosidełka i wtedy nie mamy już na nią sposobu, bo zaczyna znowu biegać po domu.

Nie lada wyzwaniem jest jednak uśpienie obu córek naraz przez jedną osobę. Ja wymiękam już po dwóch wieczorach bez pomocy taty. To jest po prostu koszmar. Jedna już prawie usnęła, druga ją budzi. Druga już się zmęczyła, pierwsza się rozbudziła. I tak od nowa. Przedwczoraj i dwa dni temu usypiałam obie do 24 w nocy. Wczoraj uśpiłam starszą o 22 (czas usypiania dwie godziny), a z młodszą po prostu już nie miałam dłużej siły. Poszłam z nią do salonu i odpaliłam sobie kompa, a Ola zamiast biegać jak zwykle, wdrapała się na sofę, położyła na brzuchu i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu... sama tam usnęła patrząc się na mnie spokojnie z odległości około dwóch metrów.

Chyba jednak poczytam w końcu jakąś mądrą książkę o usypianiu dzieci, bo się w tym wszystkim pogubiłam. Tylko bez zostawiania płaczącego dziecka samego w swoim pokoju. Polecicie coś?


8 komentarzy:

  1. Moja też jak jest bardzo zmęczona i śpiąca to tak staje na głowie. U nas jest różnie z tym spaniem chociaź przeważnie pada na twarz ale spać iść nie chce. Jak jestem ja to trzeba cyca. Jak jest tata to ją bierze na przytulanie, kołysanie i muzykę relaksacyjna. Idealnego sposobu nie ma bo też jej się to zmienia co jakiś czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie u nas jest bardzo podobnie - to się zmienia i trzeba podążać za dzieckiem

      Usuń
  2. uśpienie wieczorne dziecka to wg mnie pikuś - wykąpać, nakarmić i poczekać aż samo zaśnie. Jedne zasypiają już przy karmieniu, drugie jeszcze się muszą potłuc, "pogadać", pofikać, większe z 7 razy zleźć z łóżka, zwalić poduszki etc, ale wcześniej czy później zasypiają same w pozycjach i miejscach różnych (bywa że na dywanie), najlepiej uzbroić się w cierpliwość. Jak nie zasypiają po karmieniu i nawet nie wyglądają na śpiące, to najlepiej zająć się własnymi sprawami typu kolacja, prasowanie etc, bo dziecko czasem jeszcze nie jest śpiące (czy Ty zawsze zasypiasz o tej samej porze z taką samą chęcią?). Z uspieniem wieczornym przy żadnym z trójki nigdy nie miałam problemów, ale już ze spaniem to i owszem. Najstarsza w pierwszych tygodniach przesypiała ciągiem 15 godzin a mi mało cycków nie rozdarło... Druga spała w sam raz - 5 godzinek i żąrcie - 5 godzinek i żarcie, potem dzionek i 2-3 godzinny snu koło południa. Za to najmłodszy gnojek spał góra godzinę ciagiem, w nocy budził się około 15 razy, w dzień spał góra 30 minut - nie miał żadnych kolek - był po prostu głodny i chciał cyca, budziło go też siku, bo ma bardzo lekki sen (to za to pomocne było przy odstawianiu pampera, bo się budził i nigdy się nie zmoczył w nocy) - Do tego nie lubił żadnego kołysania i tulenia ani na rękach ani we wózkach, ani na podusi. Po kilku długich miesiącach ograniczył nocne żarcie do 3-5 razy. W nocy przestał jeść z pół roku temu, czyli po 3 urodzinach. Teraz za to lubi się tulić i w nocy czasem przyłazi ze swojego pokoju albo mnie woła. Reasumując - każde dziecko jest inne i każde potrzebuje innej ilości snu. Trzeba o tym pamiętać np zanim się uśpi w dzień malucha po raz drugi, albo zanim się mu pozwoli spać 4 godziny ciągiem za dnia, bo nie każdy malec potrzebuje kilkunastu godzin snu na dobę,niektórym zupełnie wystarcza kilka i jak wyrobią limit za dnia to potem ciężko zagonić wieczorem do łóżka. Większości dzieci szkoda też czasu na spanie, one chcą się bawic i bawić, i bawić, mimo że wyraźnie padają na pysk - czasem pomaga na takie typy bajka w telewizorze (tv od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi, byle z umiarem), bo ona przykuwa ich uwagę i każe tkwić w miejscu - mojemu synkowi pomagały teletubisie lub hutosie - 5 minut i się wyciszał i oczyska zaczynały się zatrzaskiwać powoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taktyka niech się dzieje co chce, w końcu przecież zaśnie nie zawsze działa, to zależy od dzieci, jak dziecko jest płaczliwe gdy zmęczone to trzeba mu jednak pomóc się wyciszyć

      Usuń
    2. Taktyka niech się dzieje co chce, w końcu przecież zaśnie nie zawsze działa, to zależy od dzieci, jak dziecko jest płaczliwe gdy zmęczone to trzeba mu jednak pomóc się wyciszyć

      Usuń
  3. Ja polecam położyć się na łóżku i udawać ze się spi. Moja polazi poskacze dochodzi do wniosku ze mama śpi to i ja idę i powoli odplywa. Tak usypiam na noc jak nie zaśnie przy cycu i tak inni usupiaja na drzemkę jak mnie nie ma i cyca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, też czasem praktykujemy ten sposób. Ostatnio jednak młodszą wchodzi wtedy na głowę, dosłownie :-D

      Usuń
    2. Dzięki, też czasem praktykujemy ten sposób. Ostatnio jednak młodszą wchodzi wtedy na głowę, dosłownie :-D

      Usuń