niedziela, 5 lipca 2015

O tym, jak u nas w domu rządzi trzylatka


Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe. Że ktokolwiek będzie mną sterował. No, ktokolwiek. W jakikolwiek sposób. Jestem przecież dorosłą, asertywną kobietą. Tak właśnie myślałam jeszcze nie tak dawno temu...

Śniadanie:
E. wesoło: - Mamo, zrób mi płatki.
Ja z niezadowoleniem:- A może coś innego dzisiaj zjesz na śniadanie?
E. stanowczo: - Nie.
Ja z nadzieją: - Zobacz mam kaszkę z owocami, albo jogurt.
E. kompromisowo: - OK. Jogurt z płatkami.
Ja upierdliwie: - A może jogurt z owocami?
E. ostro: - Chcę płatki.
Ja wyjaśniająco: - Nie lubię Ci dawać płatków codziennie na śniadanie.
E. płaczliwie: -Ale ja chcę!
Ja znowu próbuję: - A może jajko?
E. stanowczo: - Nie, płatki.
Ja z rezygnacją: - Dobra, masz.

Naprawdę wolę już dać jej te zacukrzone płatki i mieć przez chwilę rano święty spokój, zrobić sobie kawę i Oli śniadanie. Ola na szczęście wcina kaszkę z owocami i wygląda na zadowoloną.

No zastanówmy się trochę nad tym przykładem. Dziecko, też człowiek i powinno mieć po człowieczemu wybór, co chce zjeść. No wiecie, Bobas Lubi Wybór, te sprawy. Ale z drugiej strony, my rodzice, odpowiadamy też za to, co naszym dzieciom podajemy. Powinniśmy kształtować w nich zdrowe nawyki. Mój błąd, że w ogóle kiedykolwiek podałam jej płatki, ktoś powie. Mój błąd, że w domu w ogóle są płatki... I teraz ona je te płatki codziennie na śniadanie. No, może nie codziennie. Czasem je grzanki z ketchupem...

Wyjście z domu:
 - Nie mam myszki!
 - Jakiej myszki?
 - No, myszki, mojej.
 - Przytulanki?
 - Tak.
 - No to weźmy misia.
 - Nie, ja chcę myszkę.
 - Słuchaj, muszę jeszcze ubrać Olę i siebie przygotować, poszukaj w tym czasie myszki.
 - Nie chcę.
 - Nie chcesz poszukać myszki?
 - Tak.
 - OK, jak chcesz.
 - Ale ja chcę myszkę.
 - Elwira chcesz myszkę, ale nie chcesz jej poszukać. No to jak ją znajdziesz?
 - Ty poszukaj.
 - Mówiłam, że nie mam czasu. Mam jeszcze dużo do zrobienia przed wyjściem. Poza tym to jest Twoja myszka, więc to Ty powinnaś pójść jej poszukać.
 - AAAAAAAAAA!!!
 - Będziesz teraz krzyczeć?

DZIKI WRZASK, KRZYK i PISK, zapowiada się na MEGAHISTERIĘ. Jak jej szybko nie uspokoję, to nie wyjdę z domu przez najbliższą godzinę, albo będę musiała wziąć ze sobą dziecko krzyczące jakby ktoś je obdzierał ze skóry. Do tego kopiące. Chyba lepiej pójdę poszukać tej myszki...

Sprzątanie
- W tym pokoju jest pełno zabawek. Nie da się przejść.
Zero reakcji.
- Pomożesz mi sprzątać?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie chcę sprzątać.
- Ale bawić się lubisz?
- Lubię, ale nie lubię sprzątać
- Ale wiesz, że jak się porozwala zabawki, to trzeba później posprzątać?
- Ja nigdy w życiu nie posprzątam już zabawek.

Chwilowo brak mi argumentów. No, zatkało kakao... Po prostu.

Wyjście z całą rodziną do restauracji
Szykujemy wózek dla młodszej, a starsza ma iść na nóżkach, bo knajpa jest stosunkowo blisko.
E. bez pytania kogokolwiek pakuje się do wózka.

 - Wózek jest dla Twojej siostry.
 - Nie, ja jadę w wózku dzisiaj.

Koniec dyskusji. Ola na szczęście wolała jechać samochodzikiem odpychaczem. I tak, szczęśliwie dotarliśmy sobie do knajpy...

W restauracji
Wybraliśmy fajne miejsce na zewnątrz, w cieniu. Znaczy, my, dorośli wybraliśmy to miejsce.

E. z rykiem: Ale ja nie chcę tutaj być!
A: Chodź usiądziemy, zobacz jak tu jest fajnie.
F: Tak, tu jest super, chodź.
E: Nie, ja nie chcę, ja chcę do środka.
A: Chcesz iść do środka, bo tam jest kącik do zabawy i tam są kulki?
E: Nie, ja chcę siedzieć przy stoliku w środku.
A: OK, to idź na chwilę posiedzieć i później do nas przyjdziesz.
E: Ale ja nie chcę sama tam siedzieć.
A: No rozumiem, ale my wszyscy chcemy siedzieć tutaj.

PŁACZOPISK. WRZASKOKRZYK. USZOBÓL... Nie zapowiada się, że miło spędzimy czas jedząc sobie spokojnie w restauracji. Nie zapowiada się nawet, że uda nam się coś wybrać z karty. Wszyscy grzecznie idziemy do środka usiąść przy stoliku wybranym przez najważniejszą osobę w naszym domu...

11 komentarzy:

  1. U nas jeszcze nie rządzi bo ma dopiero rok, ale charakterek już pokazuje więc może będzie podobnie ;) zanim zostaniemy rodzicami zakladamy że latwo jest wychowac posłuszne dziecko. Niestety - zbyt piekne żeby bylo prawdziwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, no właśnie. Pytania, które sobie stawiam są dwa: na ile wpływ ma wychowanie a na ile geny? I drugie: czy na pewno chcemy wychowywać posłuszne dzieci?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Dziękuję Ci za ten post, miałam ostatnio kryzys, wydawało mi się że rozpuścilam córkę jak dziadowski bicz. Po przeczytaniu tego wpisu wiem, że tragedii nie ma. Mała wymaga twardszej ręki ale mimo wszystko jest dość usluchana. Za często jest wrzaskopisk i za dużo muszę odwoływać się do szantażu, ale ogólnie w restauracjach na przykład daje zjeść w spokoju, bez cyrkow. Choć tyle :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten wpis przyniósł Ci wsparcie. Gdzieś głęboko czuję, że taki jest cel mojego całego bloga tzn. dodawać otuchy innym rodzicom :-)

      Usuń
    2. Hmmm, ciekawe, jak długo uda się utrzymać posłuszeństwo za pomocą szantażu i jaką relację będziesz mieć z dzieckiem, kiedy dorośnie. Przewiduję problemy.

      Usuń
    3. bardzo staram się zrozumieć Twój komentarz, ale nie udaje mi się. Jeśli możesz to wyjaśnij, gdzie widzisz szantaż?

      Usuń
    4. Odpowiadałam na komentarz osoby "Z filiżanką kawy", przepraszam za niejasne sformułowanie.

      Usuń
  3. Wiesz co, jeśli próbujesz z nią rozmawiać jak z dorosłym (choć jest trzylatką i na takim właśnie jest poziomie emocjonalnym oraz intelektualnym), a jednocześnie nie słuchasz jej tak naprawdę, a jedynie próbujesz niecierpliwie narzucić swoje zdanie (nieskutecznie, jak widać), to naprawdę nie ma się czemu dziwić... Ewidentnie to problemy ze zrozumieniem dziecka i komunikacją plus oczywiście to, że masz w domu trzylatkę. :) Polecam parę lektur: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły", "Dziecko z bliska", "Rodzicielstwo przez zabawę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz. Jak widać dużo pracy jeszcze przed nami. Książki, o których piszesz znam i czytałam, byłam też na kursie "jak mówić...itd".Dorzuciłabym jeszcze pozycję "Wychowanie bez nagród i kar". Niestety teoria teorią, a w praktyce nie zawsze jest tak pięknie. Poza tym w domu staram się uwzględniać potrzeby wszystkich domowników, rozumiem frustrację starszej córki i staram się z nią rozmawiać, tak często jak to możliwe :-)

      Usuń
    2. Bo jesteśmy niestety zdeterminowane tym, jak nas wychowywano... Ja muszę sporo wysiłku wkładać w to, żeby nie mieć podejścia "dzieci i ryby głosu nie mają". Myślę/mam nadzieję, że nasze dzieci zobaczą i zapamiętają to, że się staramy, a nie swoje histerie. :)

      Usuń