piątek, 13 stycznia 2017

Sala zabaw Fikołki w Arkadii

Sala zabaw Fikołki mieści się w CH Arkadia na ostatnim poziomie, tuż obok Multikina.


W niedzielę, 8 stycznia, mieliśmy okazję uczestniczyć tam w przedstawieniu dla dzieci pt. "Pinokio" w wykonaniu świetnych aktorów z warszawskiego teatru Capitol. Jesteśmy bardzo zadowoleni, obie córki w wieku 3 i 5 lat bawiły się na występie znakomicie. Przedstawienie było krótkie (około 30 minut), dostosowane do możliwości skupienia uwagi u dzieci, aktorzy zachęcali oglądające dzieci do wspólnego śpiewania i pokazywania paluszkami. Była spora frekwencja, a większość dzieci co chwila wybuchała śmiechem, dało się też słyszeć kilka odważniejszych komentarzy ze strony starszych dzieci. Po spektaklu, dla chętnych, była również możliwość rozwiązania dodatkowych zagadek i quizów. 


Kolejne występy w tej sali są zaplanowane na 15 i 22 stycznia 2017, wystawiana będzie Calineczka i Tajemnica Lampy Alladyna. Natomiast 29 stycznia przewidziane są warsztaty teatralne dla dzieci.

Wstęp na sam teatrzyk kosztuje 5zł więc niedrogo. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jak dzieci zobaczą ogromną konstrukcję ze zjeżdżalniami, torem przeszkód, labiryntem, siecią Spidermana i specjalnym torem do zjeżdżania na jabłkach niczym z górki śniegowej, to raczej trudno będzie rodzicowi odmówić milusińskim swobodnej zabawy i przekonać, że przyszliśmy tu "tylko" oglądać teatrzyk...

Za pobyt na sali zabaw trzeba już jednak odpowiednio drożej zapłacić: godzina zabawy w weekend   dla jednego dziecka kosztuje 22zł, dwie godziny 33zł, trzy godziny 41zł, a bilet całodzienny bez limitu czasowego to 45zł. W opcjach powyżej 2 godzin zabawy, bilet na niedzielny teatrzyk jest wliczony w cenę. My wybraliśmy właśnie opcję dwugodzinnej zabawy połączonej z przedstawieniem, co wydało nam się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Tańszym rozwiązaniem jest wykupienie miesięcznego abonamentu dla dziecka za 99zł, jednak ta opcja dostępna jest tylko od poniedziałku do piątku w godzinach 10-16. W trakcie tygodnia bilety godzinowe i dzienne są również odpowiednio tańsze: 17, 27,32 i 36zł.

Zaraz po przejściu przez specjalne bramki wejściowe, na samym środku sali znajduje się wspomniana konstrukcja, która gromadzi większość atrakcji dla dzieci. Dzieci mogą z konstrukcji wspiąć na kolejne piętro, rodzice mają zakaz wstępu na konstrukcję, ale z dwóch stron są dla nich dostępne schody. 

Na piętrze funkcjonuje kawiarenka, gdzie można sobie zjeść coś słodkiego i zamówić napoje. Główna oferta to ciastka, tarty, gofry i naleśniki. Za czarną kawę i Brownie zapłacimy 20zł. 



W części kawiarnianej jest wydzielony osobny kącik dla najmniejszych dzieci, w którym znajdziemy m.in. kilka bujaczków, domek i basen z piłkami. 



Oprócz głównej konstrukcji, Fikołki proponują dzieciakom również 12 tras ścianki wspinaczkowej, Jest tu też mini-boisko do gry w piłkę nożną i do koszykówki.


Poza częścią do zabawy, są też sale przeznaczone na specjalne warsztaty, np. kulinarne, robotyka itp. Jest też kilka odrębnych sal, w których można urządzić urodziny dla dzieci.


Jest niewielka część przewidziana na szatnię, wieszaki, zamykane na klucz szafki dla dzieci i dla rodziców. Toalety odpowiednio przystosowane do małych dzieci, osobne pomieszczenie do przewijania maluszka z dużym blatem, zlewem, krzesełkiem. Dodatkowo toaleta dla niepełnosprawnych, z której korzystają też osoby dorosłe. 


Ogólnie, z pobytu w Fikołkach jestem bardzo zadowolona, chociaż trzeba przyznać, że miejsce jest nastawione raczej na masowego klienta galerii handlowych. Nie spodziewałam się jednak kameralnej atmosfery odwiedzając jedno z większych centrów handlowych w Warszawie. Mogę powiedzieć, że sala spełniła w 100%  moje oczekiwania, a na kolejne przedstawienie dla dzieci na pewno się jeszcze wybierzemy. Sala ma w swojej ofercie ciekawe warsztaty i atrakcje sezonowe, aktualnie można zapoznać się z propozycją półkolonii dla dzieci.

piątek, 12 sierpnia 2016

Restauracja Sielanka - perełka wśród restauracji Beskidu Śląskiego

Zwiedzając w te wakacje Beskid Śląski, natrafiliśmy na prawdziwą perełkę wśród restauracji w tym regionie. Mowa o restauracji Sielanka położonej w Ustroniu, u podnóża góry Czantoria.


I wcale nie chodzi mi o to, że ten lokal dostał czapkę w żółtym przewodniku Gault&Millau Polska, choć jest to na pewno duże wyróżnienie i wyznacznik jakości. 


Również nie dlatego tu przyszłam, że knajpka dysponuje własną, wspaniałą piwniczką zapełnioną winami z ponad pięćdziesięciu najważniejszych regionów świata. Jednak tak sobie myślę dla prawdziwych koneserów wina, taka piwniczka, to niemała gratka i zdecydowanie przyciąga bardziej wymagających klientów.

To, co mnie osobiście urzekło w sielance, to  piękny, zabytkowy budynek, ale i bajkowa altana umiejscowiona w dużym, zadbanym ogrodzie, w którym oprócz wypielęgnowanych roślin i oczka wodnego, właściciele pomyśleli o przestronnym placu zabaw dla dzieci na świeżym powietrzu i wypoczynku na łonie natury dla dorosłych. 


Plac zabaw? Tak, właśnie tak. Lubimy takie miejsca gdyż, żeby docenić wspaniałą kuchnię serwowaną przez jakikolwiek lokal, to my, rodzice dwóch uroczych, lecz super aktywnych dziewczynek, musimy je przede wszystkim czymś zająć, aby sami móc spokojnie zająć się konsumpcją! I plac zabaw w ciepłe dni lub sala zabaw na chłodniejsze okazje, staje się powoli wyznacznikiem tego, czy w ogóle będzie dane nam cokolwiek zjeść.


Sielanka doskonale spełniła nasze wymagania, co do wyposażenia placu zabaw. Co my tutaj mamy?


Jest wysoki, drewniany domek ze zjeżdżalnią i dwiema huśtawkami, pod którym znajduje się piaskownica. Jest drugi niski, też drewniany domek do zabawy. Pomiędzy nimi opona do bujania zawieszona na drzewie. Dla młodszych maluchów przewidziano osobną, mniejszą ślizgawkę i huśtawkę typu pajęczyna.


Dorośli też mają coś z dzieci i chętnie się bujają, jeśli tylko da im się do tego odpowiednią okazję i sprzęt. A w Sielance, przed, pomiędzy i po posiłkach można sobie umilić czas na dwóch dużych huśtawkach lub na hamaku. Z huśtawek, umiejscowionych nieco z boku altany, mogą też dyskretnie skorzystać mamy karmiące piersią swoje maluchy. I o to chodzi! Brawo!


A więc niesamowity ogród i huśtawkowy plac zabaw zostały zachwalone.

Zajmijmy się więc tym, po co się naprawdę przychodzi do restauracji czyli jedzeniem. I tu czapki z głów dla szefa kuchni, Tomasza Krężeloka. Dania w karcie są różnorodne, w klimacie kuchni polskiej i europejskiej, wykwintnie podane. My postawiliśmy na ryby i wołowinę i byliśmy nieziemsko zadowoleni. Ciekawe propozycje w menu na 2016 rok, to wg. mnie filet z pstrąga w migdałach w sosie balsamicznym (32zł), stek z jelenia z żurawinami (54zł) czy antrykot z pieczonymi batatami (48zł), W menu nie mogło też zabraknąć regionalnej rolady śląskiej (28zł) czy kwaśnicy z wędzonym żebrem (14zł). Spokojnie, spokojnie, jest też zwykła pomidorowa (12zł) - Wasze dzieci nie będą tu głodować! Z napojów wyskokowych, oprócz zachwalanego już wina, polecam piwko bananowe (03l, 7zł).


Jeśli chodzi o wnętrza restauracji, to widzieliśmy je tylko przelotem, restauracja jest podzielona na dwie osobne sale, utrzymane w klimacie starej karczmy.



To teraz, żeby nie było tak pięknie, trochę ponarzekamy, ale nie dla samego narzekania, tylko dlatego, że chcemy udzielić rzetelnej recenzji i również po to, żeby dać gospodarzom na przyszłość możliwość poprawy.

Łazienka damska schludna i czyściutka, niestety brak miejsca do przewinięcia małego dziecka. W restauracji takiej klasy, to powinno być standardem. Poza tym przydałaby się też osobna nakładka na sedesik dla starszaków.

Dosyć ważną kwestią jest na pewno obsługa lokalu. Być może trafiliśmy na gorszy dzień, a może po prostu kelner był w zastępstwie? Z przykrością muszę stwierdzić, że nie byliśmy zbyt zadowoleni z obsługi. Po pierwsze, usiedliśmy sobie od razu w ogródku, w altanie, gdzie oprócz nas były już zajęte dwa stoliki. Siedzieliśmy, siedzieliśmy i przez około 15 minut nikt nie przyszedł sprawdzić czy goście, którzy już coś zamówili czegoś nie potrzebują i czy nie przyszedł nikt nowy. Po kwadransie czekania, postanowiłam powiadomić obsługę lokalu, że jesteśmy i prosimy o obsłużenie. Powiedziano mi, że w altanie są karty i że zaraz ktoś do nas podejdzie. Niestety przez kolejne 20 minut znowu  nie mogliśmy się nikogo doczekać. Po tym czasie mąż poszedł drugi raz do wnętrz restauracji i w tym czasie kelner przyszedł sam. Nie mogliśmy się za bardzo z nim dogadać. Nie rozumiał np. że dla dwójki małych dzieci zamawiam jedno "dorosłe" danie i proszę o dwa nakrycia. Nie pamiętał co kto z nas zamawiał. Mężowi podał sztućce do ryby, chociaż zamawiał mięso. I w ogóle, jakoś ciężko współpracował i komunikował się. Sam nie wykazywał żadnej inicjatywy, musieliśmy się dopraszać o jego uwagę i specjalnie go "łapać" od innego stolika, gdy zapragnęliśmy deseru. Zdecydowanie odstraszająca postawa. No cóż, rozumiem, że trwa sezon wakacyjny. Być może to był wyjątkowo ktoś na zastępstwo.

Obawiam się również (choć w tej kwestii mogę się mylić), że nie widziałam tutaj kącika zabaw dla dzieci w środku lokalu, co może być ważne dla takich rodzin jak nasza przy gorszej pogodzie. Prawdę mówiąc, muszę jednak przyznać, że specjalnie kącika akurat tutaj nie szukałam i nie pytałam o niego, gdyż była piękna pogoda i dzieci chętnie bawiły się na zewnątrz. Więc może jednak jest? Ufam, że będzie, gdy postanowimy odwiedzić po raz kolejny to miejsce w chłodniejszy dzień.

Na koniec, warto podkreślić, że lokal jest połączony z eleganckim hotelem. Na miejscu jest również uroczy sklepik z pamiątkami, zabawkami i bibelotami.



Podsumowując - jedzenie pierwsza klasa, ogród i plac zabaw godny królów, dobrze tu zjedliśmy, a dzieci się wybawiły jak nigdy. Jedno nawet usnęło na huśtawce... Mimo nieudanej w naszym przypadku obsługi, polecam to miejsce!

sobota, 28 maja 2016

Restauracja Złoty Lin w Serocku - urokliwy zakątek dla rodzin z dziećmi

Wybieracie się z dziećmi na weekend w okolice Serocka? Albo nad Zalew Zegrzyński? A może planujecie przejazd tą trasą w drodze na Mazury? Jeśli tak, to pewnie szukacie też przy okazji sprawdzonego miejsca na rodzinny obiad. 

Mam dla Was dobrą wiadomość: idealne miejsce dla dzieciatych naprawdę w tej okolicy istnieje! To restauracja Złoty Lin. Knajpa z ponad czterdziestoletnią tradycją, słynąca z dań rybnych i doskonałej polskiej kuchni. 


Restauracja posiada dwie osobne sale i ogromny ogród letni. Zwłaszcza miejsce na świeżym powietrzu przyciąga stałych bywalców i weekendowych urlopowiczów. Jest tu plac zabaw, ogromna altana z możliwością osłonięcia od wiatru, mnóstwo przestrzeni z wygodnymi leżakami, specjalna strefa przeznaczona na grilla i ognisko i dużo, dużo stolików. 


W weekendy dzieci mają zapewnioną animatorkę do zabawy. Można z nią rysować, puszczać bańki albo po prostu swobodnie pobrykać. Jeśli pogoda nie dopisuje, to dzieci mogą bawić się w specjalnie do tego wydzielonym kąciku w jednej z sal restauracyjnych. Znajdują się w nim zabawki i stolik do rysowania, można też oglądać bajki na kanałach dziecięcych. 



Menu dla dzieci przewiduje takie specjały jak pulpeciki rybne w sosie koperkowym (12zł), paluszki z kurczaka w płatkach kukurydzianych (12zł) albo naleśniki z serem lub jabłkiem (11zł).

Dorośli smakosze mogą liczyć na duży wybór świeżych ryb, a wśród nich lin, sandacz, sum, okoń, dorsz, łosoś, pstrąg, halibut. Specjalnością lokalu są ryby zapiekane w śmietanie. Przykładowo, za filet z lina zapłacimy 24zł za mniejszą (150g) lub 32zł za większą (200g) porcję. Warto też spróbować smacznych zup, polecam chłodnik (12zł) lub bulion z kawałkami sandacza i kluseczkami (14zł). Niektóre desery wymagają jeszcze dopracowania od szefa kuchni. Nasi goście nie byli zbytnio zachwyceni smakiem ciastka czekoladowego z kaszy manny (7zł), choć w menu pozycja wyglądała rewelacyjnie. Smakowała nam za to Panna Cotta z musem malinowym (12zł).

Obsługa lokalu przyjazna, kelnerzy starają się, choć podczas naszych ostatnich odwiedzin czasami brakowało wolnej osoby na ogródku, do której można by się zwrócić o podanie dodatkowej kawy czy zimnych napojów.


Na miejscu dostępne są bez problemu wysokie krzesełka do karmienia, a w toalecie na najmłodszych czeka składany przewijak dla niemowląt.

Ceny bardzo korzystne w stosunku do jakości serwowanych potraw.  

Przy restauracji znajduje się trzygwiazdkowy hotel, oferującym łącznie 32 miejsca noclegowe w 14 pokojach. Przed kompleksem znajduje się spory parking. 

Restaurację Złoty Lin oceniam na piątkę. Będziemy tu jeszcze przyjeżdżać z rodzinką  w weekendy, najlepiej po długim spacerze nad Bugiem albo żeby się wzmocnić po leśnych wyprawach wśród okolicznych lasów. Miejsce niezwykle urokliwe, przyjazne rodzinom, doskonałe na pyszną rybkę!

sobota, 26 marca 2016

Oberża pod czerwonym Wieprzem - najbardziej rodzinna restauracja w Warszawie?

Dziś testujemy pod kątem rodzinnego wyjścia do restauracji Oberżę pod czerwonym Wieprzem.

Lokal umiejscowiony u zbiegu ulic Żelaznej i Chłodnej, czyli na pograniczu Woli i Śródmieścia,
utrzymany w klimacie PRL i serwujący smaczną, tradycyjną, polską kuchnię. Z zewnątrz wygląda trochę niepozornie, choć w sezonie letnim ogródek i zabytkowe samochody przed wejściem dodają uroku tej knajpie.


Wybierając się tutaj trzeba przygotować się na dygnitarskie ceny. Jednak chętnych do konsumpcji nie brakuje, a sądząc po zdjęciach, na których widnieją odwiedzające restaurację takie sławy jak Bruce Willis czy Lennox Lewis, to lokal ma całkiem niezłe wzięcie. W grudniu 2015 Oberża pod czerwonym Wieprzem została wymieniona przez New York Times jako jedna z trzech restauracji, dla których warto odwiedzić Warszawę (obok Atelier Amaro i Warszawy Wschodniej).



Jednak nas najbardziej interesują udogodnienia dla dzieci. Restauracja sama sobie wyznaczyła wysoko poprzeczkę i walczy o tytuł najbardziej rodzinnej restauracji w Warszawie.

Co to oznacza? Sprawdziłam dla Was w praktyce:

Przewijak w łazience? Jest.

Krzesełka do karmienia? Bezproblemowo. Do tego dostępne na miejscu śliniaczki.

Menu dla dzieci? Całkiem niezły wybór. W specjalnej karcie dla dzieci mamy 2 zupy (rosół lub pomidorowa) za 6zł, Na drugie danie są pierogi w trzech smakach do wyboru (12zł), spaghetti z sosem pomidorowym (15zł), schabowy z mizerią i frytkami (15zł) lub filecik z kurczaka z frytkami i surówką (15zł).

Kącik zabaw dla dzieci? Poprawny, aczkolwiek nie jest to miejsce, które powala na kolana. Przestrzeń przeznaczona dla dzieci jest raczej niewielka. Składa się z dwóch stolików i kilku krzesełek z Ikei, przy których dzieciaki mogą usiąść i wykonywać różne prace artystyczne. Dodatkowo jest dywanik i kilka pudełek z zabawkami. Kącik wpisuje się w przestrzeń głównej sali restauracyjnej, nie jest oddzielony od reszty restauracji - ma to zarówno swoje zalety, jak i wady, ale to już każda rodzina ma indywidualne preferencje w tym zakresie.

Gdybym miała tutaj coś poprawić, to powiększyłabym strefę przeznaczoną dla dzieci, może nawet lekko ją odseparowała od pozostałej części sali i dodałabym trochę inne zabawki, np. klocki, układanki, więcej książeczek. Zauważyłam też, że część z dostępnych zabawek, zwłaszcza tych dla najmłodszych dzieci była już dość zużyta, niektóre, zwłaszcza te grające nie działały tak jak trzeba i powinny zostać wymienione.


W weekendy między godziną 12 a 17 można liczyć na opiekę profesjonalnej animatorki dla dzieci. Profesjonalna animatorka, czyli taka która nie tylko będzie miała na oku nasze pociechy, ale i pomaluje im buźki, poskręca balony i wykona z nimi ciekawe prace plastyczne. My trafiliśmy tutaj w weekend przed Świętami Wielkanocnymi i dodatkową atrakcją dla dzieci było szukanie jajek niespodzianek. 


Muszę przyznać, że moje dzieci bawiły się tutaj wyśmienicie. W zasadzie to cały czas były zajęte animacjami i przyszły do nas do stołu tylko na czas jedzenia. Pomidorowa i kotlety schabowe zostały szybko skonsumowane i dalej pognały się bawić, tak im się spieszyło.

Dawno nie pamiętam takiego spokoju podczas rodzinnego wyjścia z dziećmi. Wszystko było pod kontrolą, dzieci nie wchodziły nam na głowę i nie rozwalały całego lokalu, bo po prostu ktoś się nimi z entuzjazmem zajmował... tylko tyle i aż tyle.

A dorośli? Mogliśmy w tym czasie spokojnie porozmawiać i pocieszyć się jedzeniem. Z wypróbowanych dań, mogę polecić krem z zielonego groszku (19zł) oraz pieczone filety z dzikiego pstrąga (44zł). Na deser podobno pyszna jest specjalność lokalu czyli beza migdałowa "Gwiazda Fidela" (26zł), jednak z uwagi na jej duży rozmiar sama nie skusiłam się na taką ucztę.

Podsumowując - tak, ta restauracja jest wg. mnie warta tego, aby tu przyjść z dziećmi. Jedzenie i obsługa na wysokim poziomie. Choć ceny adekwatnie też. Bardzo dobrze zorganizowana jest tutaj opieka dla dzieci, są wszelkie udogodnienia przestrzenne i sanitarne, no może z wyjątkiem dyskretnego, osobnego kącika dla mam karmiących piersią. Także część do zabawy dla dzieci mogłaby być nieco większa i zaopatrzona w bardziej różnorodne zabawki. Lokal oceniam zatem na piątkę z minusem.