piątek, 12 sierpnia 2016

Restauracja Sielanka - perełka wśród restauracji Beskidu Śląskiego

Zwiedzając w te wakacje Beskid Śląski, natrafiliśmy na prawdziwą perełkę wśród restauracji w tym regionie. Mowa o restauracji Sielanka położonej w Ustroniu, u podnóża góry Czantoria.


I wcale nie chodzi mi o to, że ten lokal dostał czapkę w żółtym przewodniku Gault&Millau Polska, choć jest to na pewno duże wyróżnienie i wyznacznik jakości. 


Również nie dlatego tu przyszłam, że knajpka dysponuje własną, wspaniałą piwniczką zapełnioną winami z ponad pięćdziesięciu najważniejszych regionów świata. Jednak tak sobie myślę dla prawdziwych koneserów wina, taka piwniczka, to niemała gratka i zdecydowanie przyciąga bardziej wymagających klientów.

To, co mnie osobiście urzekło w sielance, to  piękny, zabytkowy budynek, ale i bajkowa altana umiejscowiona w dużym, zadbanym ogrodzie, w którym oprócz wypielęgnowanych roślin i oczka wodnego, właściciele pomyśleli o przestronnym placu zabaw dla dzieci na świeżym powietrzu i wypoczynku na łonie natury dla dorosłych. 


Plac zabaw? Tak, właśnie tak. Lubimy takie miejsca gdyż, żeby docenić wspaniałą kuchnię serwowaną przez jakikolwiek lokal, to my, rodzice dwóch uroczych, lecz super aktywnych dziewczynek, musimy je przede wszystkim czymś zająć, aby sami móc spokojnie zająć się konsumpcją! I plac zabaw w ciepłe dni lub sala zabaw na chłodniejsze okazje, staje się powoli wyznacznikiem tego, czy w ogóle będzie dane nam cokolwiek zjeść.


Sielanka doskonale spełniła nasze wymagania, co do wyposażenia placu zabaw. Co my tutaj mamy?


Jest wysoki, drewniany domek ze zjeżdżalnią i dwiema huśtawkami, pod którym znajduje się piaskownica. Jest drugi niski, też drewniany domek do zabawy. Pomiędzy nimi opona do bujania zawieszona na drzewie. Dla młodszych maluchów przewidziano osobną, mniejszą ślizgawkę i huśtawkę typu pajęczyna.


Dorośli też mają coś z dzieci i chętnie się bujają, jeśli tylko da im się do tego odpowiednią okazję i sprzęt. A w Sielance, przed, pomiędzy i po posiłkach można sobie umilić czas na dwóch dużych huśtawkach lub na hamaku. Z huśtawek, umiejscowionych nieco z boku altany, mogą też dyskretnie skorzystać mamy karmiące piersią swoje maluchy. I o to chodzi! Brawo!


A więc niesamowity ogród i huśtawkowy plac zabaw zostały zachwalone.

Zajmijmy się więc tym, po co się naprawdę przychodzi do restauracji czyli jedzeniem. I tu czapki z głów dla szefa kuchni, Tomasza Krężeloka. Dania w karcie są różnorodne, w klimacie kuchni polskiej i europejskiej, wykwintnie podane. My postawiliśmy na ryby i wołowinę i byliśmy nieziemsko zadowoleni. Ciekawe propozycje w menu na 2016 rok, to wg. mnie filet z pstrąga w migdałach w sosie balsamicznym (32zł), stek z jelenia z żurawinami (54zł) czy antrykot z pieczonymi batatami (48zł), W menu nie mogło też zabraknąć regionalnej rolady śląskiej (28zł) czy kwaśnicy z wędzonym żebrem (14zł). Spokojnie, spokojnie, jest też zwykła pomidorowa (12zł) - Wasze dzieci nie będą tu głodować! Z napojów wyskokowych, oprócz zachwalanego już wina, polecam piwko bananowe (03l, 7zł).


Jeśli chodzi o wnętrza restauracji, to widzieliśmy je tylko przelotem, restauracja jest podzielona na dwie osobne sale, utrzymane w klimacie starej karczmy.



To teraz, żeby nie było tak pięknie, trochę ponarzekamy, ale nie dla samego narzekania, tylko dlatego, że chcemy udzielić rzetelnej recenzji i również po to, żeby dać gospodarzom na przyszłość możliwość poprawy.

Łazienka damska schludna i czyściutka, niestety brak miejsca do przewinięcia małego dziecka. W restauracji takiej klasy, to powinno być standardem. Poza tym przydałaby się też osobna nakładka na sedesik dla starszaków.

Dosyć ważną kwestią jest na pewno obsługa lokalu. Być może trafiliśmy na gorszy dzień, a może po prostu kelner był w zastępstwie? Z przykrością muszę stwierdzić, że nie byliśmy zbyt zadowoleni z obsługi. Po pierwsze, usiedliśmy sobie od razu w ogródku, w altanie, gdzie oprócz nas były już zajęte dwa stoliki. Siedzieliśmy, siedzieliśmy i przez około 15 minut nikt nie przyszedł sprawdzić czy goście, którzy już coś zamówili czegoś nie potrzebują i czy nie przyszedł nikt nowy. Po kwadransie czekania, postanowiłam powiadomić obsługę lokalu, że jesteśmy i prosimy o obsłużenie. Powiedziano mi, że w altanie są karty i że zaraz ktoś do nas podejdzie. Niestety przez kolejne 20 minut znowu  nie mogliśmy się nikogo doczekać. Po tym czasie mąż poszedł drugi raz do wnętrz restauracji i w tym czasie kelner przyszedł sam. Nie mogliśmy się za bardzo z nim dogadać. Nie rozumiał np. że dla dwójki małych dzieci zamawiam jedno "dorosłe" danie i proszę o dwa nakrycia. Nie pamiętał co kto z nas zamawiał. Mężowi podał sztućce do ryby, chociaż zamawiał mięso. I w ogóle, jakoś ciężko współpracował i komunikował się. Sam nie wykazywał żadnej inicjatywy, musieliśmy się dopraszać o jego uwagę i specjalnie go "łapać" od innego stolika, gdy zapragnęliśmy deseru. Zdecydowanie odstraszająca postawa. No cóż, rozumiem, że trwa sezon wakacyjny. Być może to był wyjątkowo ktoś na zastępstwo.

Obawiam się również (choć w tej kwestii mogę się mylić), że nie widziałam tutaj kącika zabaw dla dzieci w środku lokalu, co może być ważne dla takich rodzin jak nasza przy gorszej pogodzie. Prawdę mówiąc, muszę jednak przyznać, że specjalnie kącika akurat tutaj nie szukałam i nie pytałam o niego, gdyż była piękna pogoda i dzieci chętnie bawiły się na zewnątrz. Więc może jednak jest? Ufam, że będzie, gdy postanowimy odwiedzić po raz kolejny to miejsce w chłodniejszy dzień.

Na koniec, warto podkreślić, że lokal jest połączony z eleganckim hotelem. Na miejscu jest również uroczy sklepik z pamiątkami, zabawkami i bibelotami.



Podsumowując - jedzenie pierwsza klasa, ogród i plac zabaw godny królów, dobrze tu zjedliśmy, a dzieci się wybawiły jak nigdy. Jedno nawet usnęło na huśtawce... Mimo nieudanej w naszym przypadku obsługi, polecam to miejsce!

sobota, 28 maja 2016

Restauracja Złoty Lin w Serocku - urokliwy zakątek dla rodzin z dziećmi

Wybieracie się z dziećmi na weekend w okolice Serocka? Albo nad Zalew Zegrzyński? A może planujecie przejazd tą trasą w drodze na Mazury? Jeśli tak, to pewnie szukacie też przy okazji sprawdzonego miejsca na rodzinny obiad. 

Mam dla Was dobrą wiadomość: idealne miejsce dla dzieciatych naprawdę w tej okolicy istnieje! To restauracja Złoty Lin. Knajpa z ponad czterdziestoletnią tradycją, słynąca z dań rybnych i doskonałej polskiej kuchni. 


Restauracja posiada dwie osobne sale i ogromny ogród letni. Zwłaszcza miejsce na świeżym powietrzu przyciąga stałych bywalców i weekendowych urlopowiczów. Jest tu plac zabaw, ogromna altana z możliwością osłonięcia od wiatru, mnóstwo przestrzeni z wygodnymi leżakami, specjalna strefa przeznaczona na grilla i ognisko i dużo, dużo stolików. 


W weekendy dzieci mają zapewnioną animatorkę do zabawy. Można z nią rysować, puszczać bańki albo po prostu swobodnie pobrykać. Jeśli pogoda nie dopisuje, to dzieci mogą bawić się w specjalnie do tego wydzielonym kąciku w jednej z sal restauracyjnych. Znajdują się w nim zabawki i stolik do rysowania, można też oglądać bajki na kanałach dziecięcych. 



Menu dla dzieci przewiduje takie specjały jak pulpeciki rybne w sosie koperkowym (12zł), paluszki z kurczaka w płatkach kukurydzianych (12zł) albo naleśniki z serem lub jabłkiem (11zł).

Dorośli smakosze mogą liczyć na duży wybór świeżych ryb, a wśród nich lin, sandacz, sum, okoń, dorsz, łosoś, pstrąg, halibut. Specjalnością lokalu są ryby zapiekane w śmietanie. Przykładowo, za filet z lina zapłacimy 24zł za mniejszą (150g) lub 32zł za większą (200g) porcję. Warto też spróbować smacznych zup, polecam chłodnik (12zł) lub bulion z kawałkami sandacza i kluseczkami (14zł). Niektóre desery wymagają jeszcze dopracowania od szefa kuchni. Nasi goście nie byli zbytnio zachwyceni smakiem ciastka czekoladowego z kaszy manny (7zł), choć w menu pozycja wyglądała rewelacyjnie. Smakowała nam za to Panna Cotta z musem malinowym (12zł).

Obsługa lokalu przyjazna, kelnerzy starają się, choć podczas naszych ostatnich odwiedzin czasami brakowało wolnej osoby na ogródku, do której można by się zwrócić o podanie dodatkowej kawy czy zimnych napojów.


Na miejscu dostępne są bez problemu wysokie krzesełka do karmienia, a w toalecie na najmłodszych czeka składany przewijak dla niemowląt.

Ceny bardzo korzystne w stosunku do jakości serwowanych potraw.  

Przy restauracji znajduje się trzygwiazdkowy hotel, oferującym łącznie 32 miejsca noclegowe w 14 pokojach. Przed kompleksem znajduje się spory parking. 

Restaurację Złoty Lin oceniam na piątkę. Będziemy tu jeszcze przyjeżdżać z rodzinką  w weekendy, najlepiej po długim spacerze nad Bugiem albo żeby się wzmocnić po leśnych wyprawach wśród okolicznych lasów. Miejsce niezwykle urokliwe, przyjazne rodzinom, doskonałe na pyszną rybkę!

sobota, 26 marca 2016

Oberża pod czerwonym Wieprzem - najbardziej rodzinna restauracja w Warszawie?

Dziś testujemy pod kątem rodzinnego wyjścia do restauracji Oberżę pod czerwonym Wieprzem.

Lokal umiejscowiony u zbiegu ulic Żelaznej i Chłodnej, czyli na pograniczu Woli i Śródmieścia,
utrzymany w klimacie PRL i serwujący smaczną, tradycyjną, polską kuchnię. Z zewnątrz wygląda trochę niepozornie, choć w sezonie letnim ogródek i zabytkowe samochody przed wejściem dodają uroku tej knajpie.


Wybierając się tutaj trzeba przygotować się na dygnitarskie ceny. Jednak chętnych do konsumpcji nie brakuje, a sądząc po zdjęciach, na których widnieją odwiedzające restaurację takie sławy jak Bruce Willis czy Lennox Lewis, to lokal ma całkiem niezłe wzięcie. W grudniu 2015 Oberża pod czerwonym Wieprzem została wymieniona przez New York Times jako jedna z trzech restauracji, dla których warto odwiedzić Warszawę (obok Atelier Amaro i Warszawy Wschodniej).



Jednak nas najbardziej interesują udogodnienia dla dzieci. Restauracja sama sobie wyznaczyła wysoko poprzeczkę i walczy o tytuł najbardziej rodzinnej restauracji w Warszawie.

Co to oznacza? Sprawdziłam dla Was w praktyce:

Przewijak w łazience? Jest.

Krzesełka do karmienia? Bezproblemowo. Do tego dostępne na miejscu śliniaczki.

Menu dla dzieci? Całkiem niezły wybór. W specjalnej karcie dla dzieci mamy 2 zupy (rosół lub pomidorowa) za 6zł, Na drugie danie są pierogi w trzech smakach do wyboru (12zł), spaghetti z sosem pomidorowym (15zł), schabowy z mizerią i frytkami (15zł) lub filecik z kurczaka z frytkami i surówką (15zł).

Kącik zabaw dla dzieci? Poprawny, aczkolwiek nie jest to miejsce, które powala na kolana. Przestrzeń przeznaczona dla dzieci jest raczej niewielka. Składa się z dwóch stolików i kilku krzesełek z Ikei, przy których dzieciaki mogą usiąść i wykonywać różne prace artystyczne. Dodatkowo jest dywanik i kilka pudełek z zabawkami. Kącik wpisuje się w przestrzeń głównej sali restauracyjnej, nie jest oddzielony od reszty restauracji - ma to zarówno swoje zalety, jak i wady, ale to już każda rodzina ma indywidualne preferencje w tym zakresie.

Gdybym miała tutaj coś poprawić, to powiększyłabym strefę przeznaczoną dla dzieci, może nawet lekko ją odseparowała od pozostałej części sali i dodałabym trochę inne zabawki, np. klocki, układanki, więcej książeczek. Zauważyłam też, że część z dostępnych zabawek, zwłaszcza tych dla najmłodszych dzieci była już dość zużyta, niektóre, zwłaszcza te grające nie działały tak jak trzeba i powinny zostać wymienione.


W weekendy między godziną 12 a 17 można liczyć na opiekę profesjonalnej animatorki dla dzieci. Profesjonalna animatorka, czyli taka która nie tylko będzie miała na oku nasze pociechy, ale i pomaluje im buźki, poskręca balony i wykona z nimi ciekawe prace plastyczne. My trafiliśmy tutaj w weekend przed Świętami Wielkanocnymi i dodatkową atrakcją dla dzieci było szukanie jajek niespodzianek. 


Muszę przyznać, że moje dzieci bawiły się tutaj wyśmienicie. W zasadzie to cały czas były zajęte animacjami i przyszły do nas do stołu tylko na czas jedzenia. Pomidorowa i kotlety schabowe zostały szybko skonsumowane i dalej pognały się bawić, tak im się spieszyło.

Dawno nie pamiętam takiego spokoju podczas rodzinnego wyjścia z dziećmi. Wszystko było pod kontrolą, dzieci nie wchodziły nam na głowę i nie rozwalały całego lokalu, bo po prostu ktoś się nimi z entuzjazmem zajmował... tylko tyle i aż tyle.

A dorośli? Mogliśmy w tym czasie spokojnie porozmawiać i pocieszyć się jedzeniem. Z wypróbowanych dań, mogę polecić krem z zielonego groszku (19zł) oraz pieczone filety z dzikiego pstrąga (44zł). Na deser podobno pyszna jest specjalność lokalu czyli beza migdałowa "Gwiazda Fidela" (26zł), jednak z uwagi na jej duży rozmiar sama nie skusiłam się na taką ucztę.

Podsumowując - tak, ta restauracja jest wg. mnie warta tego, aby tu przyjść z dziećmi. Jedzenie i obsługa na wysokim poziomie. Choć ceny adekwatnie też. Bardzo dobrze zorganizowana jest tutaj opieka dla dzieci, są wszelkie udogodnienia przestrzenne i sanitarne, no może z wyjątkiem dyskretnego, osobnego kącika dla mam karmiących piersią. Także część do zabawy dla dzieci mogłaby być nieco większa i zaopatrzona w bardziej różnorodne zabawki. Lokal oceniam zatem na piątkę z minusem.

niedziela, 28 lutego 2016

Zielony koktajl na poprawę zdrowia i humoru

Oto przepis na koktajl pełen witamin. Użyłam do niego chyba wszystkich zielonych składników, jakie miałam w domu. Podstawą przepisu jest szpinak i kiwi, wzbogacone zielonymi winogronami i listkami melisy. Do tego na osłodę dodałam mandarynki, mango i banana oraz dla zdrowia plasterek imbiru. Smakowo wyszła podróż w tropiki: delikatna słodycz banana, mango i winogron przełamana lekko kwaskowatą nutą kiwi. Obawiałam się czy nie będzie za mocno czuć szpinaku, ale pomimo, że wrzuciłam całe opakowanie, to mąż ani dzieci nawet się nie zorientowali, że w koktajlu jest ten składnik.

Ten wynalazek właśnie podniósł mnie z łóżka, w którym zabarykadowałam się na weekend z powodu przeziębienia. Niestety, dopadło i mnie... ale nic to. Intensywny, zielony kolor mojego napoju sprawił, że błyskawicznie wrócił mi humor. Nazwałam go "Uśmiechnij się".


Składniki:
1 opakowanie szpinaku
10 mandarynek
5 kiwi
1 banan
1 mango
garść zielonych winogron
plasterek imbiru
kilka listków melisy


Szpinak dokładnie myjemy. Owoce myjemy i obieramy ze skóry. Z plasterka imbiru również odcinamy najpierw twardą skórę. Szpinak, mandarynki, imbir i winogrona przeciskamy przez wyciskarkę do owoców, następnie dodajemy mango, banana i listki melisy i blendujemy, żeby konsystencja była nieco gęstsza. Dekorujemy plasterkami kiwi i podajemy w niskich szklankach.

Dajcie znać czy spodobał się Wam ten przepis? Jeśli tak, będzie mi miło, jeśli zostawicie swój komentarz i/lub lajka na facebooku tutaj.